Archiwum Galerii Zderzak zaprasza każdego, komu miła jest mowa ojczysta, na dziewiąty wieczór u źródeł, z czytaniem literatury staropolskiej i refleksją o naprawie polszczyzny.
W załączniku program wszystkich dwunastu wieczorów z estetyką języka polskiego – mieszkańców Krakowa uprzejmie zachęcamy do pokazania go watahom dzików, biegającym i chrumkającym po ich mieście.
LEKKA MUZA
Szymon Szymonowic (XVII w.)
Franciszek Karpiński (XVIII w.)
Jeremi Przybora (XX w.)
Wojciech Jerzy Has (XX w.)
Czesław Niemen (XX w.)
Wanda Warska (XX w.)
Tadeusz Nalepa (XX w.)
Agnieszka Osiecka (XX w.)
Łucja Prus (XX w.)
Marek Grechuta (XX w.)
Kora Jackowska (XX w.)
W piątek 14 sierpnia 2026 o godz. 18:00.
Wstęp wolny.
R.S.V.P.
Prosimy o potwierdzenie obecności telefonicznie (12 257 56 34) lub mailowo zderzak@zderzak.pl

Mimozami jesień się zaczyna… (Tuwim)
Zajmując się literaturą wysokich lotów i polszczyzną, która chwyta za ucho i serce, gdyż piękna jest nieraz oszałamiająco, nie tracimy przecież z oczu ewolucji języka. W XX-wieku już turbo-ewolucji, której świadectwem w dziedzinie literatury są utwory rytmiczne, potoczyste i zgiełkliwe kakofonią życia miejskiego. Kilka z nich czytaliśmy w zeszły piątek na wieczorze Żydowskich Wirtuozów – Pan Julian Tuwim zechce przyjąć wyrazy wdzięczności za wiersz „O całowaniu w dupę” (1937) i za „Bal w Operze” (1936). Przemiany języka zwiększyły swą prędkość i amplitudę drgań bliżej połowy tamtego wieku, z tym większą uwagą słuchaliśmy „Odysei” Józefa Wittlina, poety przejrzyście nowoczesnego, który nigdy nie wyrzekł się marzenia młodości, jakim był przekład z greki Homera językiem archaizowanym, nabożnym. Stary Wittlin uważał, że ta archaizacja służyła unowocześnianiu języka literackiego, i miał świętą rację! Dodajmy: archaizacja i prymitywizacja.
I lilie na bagnie drżą przed melioracją. (Lec)
Rozwijające się błyskawicznie rynki mass-mediów, likwidowany szybko analfabetyzm upominały się o wyroby dla prostaków, których dopiero co nauczono mówić po polsku, a nie po nasemu. Dzisiejsze „doktory na uwu, profesory na ujocie, adiunktki na usiu” to traumatyczne potomstwo owych analfabetów, wobec których zastosowano brutalny przymus edukacyjny, by przysposobić ich do pracy w przemyśle i czytania instrukcji obsługi maszyn. Stąd, jeśli w Polskim Radio pod koniec lat 30. inscenizowano w programie kulturalnym „Miguela Mañarę” Oskara Miłosza w tłumaczeniu Bronisławy Ostrowskiej, był to jedynie listek figowy masowej propagandy i postępującej homogenizacji języka. Na tle tych dążeń zaczęli się pojawiać nowocześni „herosi kulturowi”, rzecz wcześniej nieznana. Są to kreatury zaludniające umysły mas i tych intelektualistów, którzy aspirują do bycia Kubusiami.
Schrupać by rzepkę z kawałkiem chlebka… (też Tuwim)
Do nowych, masowych rynków, już nie zuckerkandlowych, ale rojowych, wzdychają od lat 30. młodzi literaci, pragnący zwiększyć dochody z pióra. A kiedy już je zdobędą i się poważnie skurwią, wtedy wzdychają na powrót do literatury ambitnej, wysokiej, niemydlanej. Jak Stanisław Lem, poducent eskapistycznej fantastyki „naukowej”, która w czasach zimnowojennych ofiarowywała wyobraźni masowej możliwość ucieczki z Ziemi, zatłoczonej bombami wodorowymi, w nicość Kosmosu. Bawiło go tworzenie bajek i sztucznych języków, lecz z całej jego twórczości pamięta się jedno zdanie: „Nie minął czas okrutnych cudów”. Inną postawę reprezentował Leopold Tyrmand, pisarz bardziej utalentowany, który w masówce tarzał się na wesoło, gdyż kochał życie i Warszawę, i eskapistą nie był. Jeszcze inną – Michał Choromański, produkujący pokraczne powieścidła dla kucharek o cynizmie sfer wyższych i grozie istnienia w ogóle. Inną z kolei – Maciej Słomczyński, publicznie tłumacz awangardowego „Ulissesa”, prywatnie dostawca kiły rynkowej, słabych powieści kryminalnych w dużych nakładach.
Mimozami jesień się zaczyna…
Tworzenie się rynków masowych i wielkie migracje zwiastują jesień dawnej, żubrowej polszczyzny, którą przypominamy w Zderzaku po dwunastokroć… i będziemy przypominali, póki żywota starczy. To także schyłek dawnej elegancji języka i wymowy, której ściubnęliśmy, czytając na głos fragmencik „Księcia Józefa Poniatowskiego” prof. Szymona Askenazego, przedstawiciela lwowskiej szkoły historycznej, zasłużonego dla niepodległości Ojczyzny. Jeśli dziś nie klękamy na ziemi, by posypać głowy popiołem, to ratuje nas jedna rzecz, dość ciekawa. Wciąż nucimy pod nosem piosenkę Czesława Niemena do słów wiersza „Wspomnienie” Pana Juliana. A za nią inne piosenki innych śpiewaków do słów innych jeszcze Poetów i Poetek. Lekka Muza mass-mediów Polski Ludowej to istny fenomen! Cudowna polszczyzna, doskonała artykulacja, piękne melodie, mnóstwo radości. Fenomenowi temu poświęcimy wieczór dziewiąty.
Zapraszamy do źródeł!
Foto: Francesco Curradi, „Portret młodej damy z książką” (fragment), olej na płótnie, 86 x 66 cm, Florencja, lata 30. XVII w., Kolekcja Zderzaka
Tekst © Archiwum Galerii Zderzak 2026
